Mariusz Pujszo: Czy od dziecka przejawiał Pan zainteresowanie finansami? Kim chciał Pan zostać w przyszłości?
Cezary Chybowski: Temat finansów był obecny w mojej rodzinie odkąd sięgam pamięcią. Mój tata pracował początkowo jako przedsiębiorca, prowadził księgarnię, następnie podjął pracę w banku, został maklerem, a także tworzył fundusze inwestycyjne. Rodzice wychowywali mnie w bardzo kapitalistycznym modelu, w naszym domu zamiast MTV słuchało się CNN, więc kwestie finansowe nie były mi obce, jednak w tamtym czasie nie chciałem robić tego samego co mój tata, miałem inne pomysły na życie. Fascynowało mnie dziennikarstwo, odbywałem staże w redakcjach oraz radiu. Jednak dość szybko zrezygnowałem z tego, gdyż zdałem sobie sprawę, że samo tworzenie treści nie będzie dla mnie satysfakcjonujące, liczy się to, żeby mieć o czym pisać, znać się na czymś naprawdę dobrze, dlatego zacząłem poszukiwać konkretnej specjalizacji. Przez chwilę medycyna wydawała się taką właśnie dziedziną. Podjąłem nawet studia na Collegium Medicum, jednak perspektywa pracy w szpitalu nie była do końca trafiona. Jak wiadomo, los bywa przewrotny i pomimo tego, że wzbraniałem się przed pracą w finansach, niezależnie od mojego taty i tak rozpocząłem działalność w tej branży, porzucając tym samym studia medyczne. Zdecydował o tym przypadek, miałem zaledwie 19 lat, poznałem osobę, która pracowała w firmie finansowej i zaoferowała mi posadę, z resztą pracujemy ze sobą do dzisiaj. Przeprowadziłem się z Poznania do Krakowa, początkowo na rok, a zostałem do dzisiaj, zakładając w międzyczasie własną firmę. Myślę, że moje młodzieńcze zainteresowania czy to właśnie dziennikarstwem, czy medycyną, zostały zaniechane samoistnie, ale trzeba przyznać, że zawsze poszukiwałem czegoś, co przyniesie dumę nazwisku, chciałem robić coś – między innymi – dla własnego ego i sądzę, że finanse czymś takim właśnie są.MP: Z pewnością powodem do zadowolenia może być nie tylko bycie prezesem firmy Reliance Polska, ale też autorem bestsellerowej książki – “Gra na giełdzie. Podręcznik początkującego inwestora”– czy to wyłącznie chęć podzielenia się wiedzą, a może przejaw pasji dziennikarskiej?
CC: Książka ta to zdecydowanie przejaw chęci podzielenia się wiedzą, edukacji. Od samego początku wiedzieliśmy, co chcemy osiągnąć tym podręcznikiem. Przed jej napisaniem zostały wykonane dokładne badania rynku. W każdym oddziale firmy Reliance Polska doradcy rozmawiali z klientami i na tej podstawie przygotowywali profile inwestorów. Ostatecznie skupiliśmy się na jednym z dwóch profili, a więc zakresie wiedzy podstawowej, gdyż po analizie konkurencji na rynku wydawniczym okazało się, że w naszym kraju jest wiele pozycji dla zaawansowanych i średnio zaawansowanych inwestorów, ale brakuje dobrej książki na temat podstaw inwestowania. żaden z autorów nie pokusił się o przedstawienie w czytelny i zrozumiały sposób, czym tak naprawdę jest giełda, co to są akcje, w jaki sposób firmy te akcje emitują itd. Nie jest to książka dla osób, które grają na giełdzie, lecz dla tych, którzy dopiero się nad tym zastanawiają. Zależało nam, aby pokazać czytelnikowi wszystkie za i przeciw, a więc realną wiedzę, przedstawioną w zrozumiały sposób. W obawie przed tzw. klątwą wiedzy, która niestety towarzysz wielu autorom książek edukacyjnych, wraz ze współautorką Martą Kubacką, dokonaliśmy fuzji naszych kompetencji – ja dostarczyłem wiedzę merytoryczną, a Marta redagowała treść w sposób przystępny dla czytelników. Muszę również przyznać, że zasługą w ostatecznym kształcie książki było ogromne wsparcie wydawnictwa PWN. Tak naprawdę wszystkie elementy zostały tutaj przemyślane, nawet liczba stron, która celowo ma nie odstraszać potencjalnych odbiorców. Zależało nam na tym, aby była to pozycja, którą można przeczytać w ciągu jednego weekendu, a nie wielostronicowa księga. Myślę, że wszystkie powyższe elementy przesądziły o sukcesie tej książki, została ona bardzo dobrze przyjęta, zyskała w wydawnictwie status bestsellera, a dodatkowo uznano ją za najlepszy podręcznik biznesowy roku 2022.MP: Gratuluję. Jakie są Pana zdaniem determinanty sukcesu w biznesie? Co decyduje o sukcesie w biznesie? Czym powinien wyróżniać się lider biznesu?
CC: Zostałem wychowany w czasach, gdy o sukcesie decydowała ciężka, sumienna praca, pokora oraz poświęcenie i to nie tylko nasze, ale też naszych bliskich. Jednak dzisiaj żyjemy w trochę innym, bardziej dynamicznym świecie niż ten, który znałem 15 lat temu. Ludzie robią obecnie zawrotne kariery w internecie jako influencerzy, a przy tym zarabiają ogromne pieniądze i w większości przypadków nie posiadają tych cech. Tak więc moim zdaniem nie istnieje złota rada na osiągnięcie sukcesu. Jednak niezmiennie potrzebna jest pewna doza szczęścia, zbiegu okoliczności – tak jak w moim przypadku. Nadal też na całym świecie liczy się specjalizacja w konkretnej dziedzinie, a nie wykonywanie kilku rzeczy jednocześnie.MP: Co Pana najbardziej motywuje do działania, a co zniechęca?
CC: Wyniki pracy, nie tylko mojej, ale też pracowników, ich rozwój, to, że partnerzy biznesowi idą do przodu etc. Jeśli nie ma efektów, to determinacja spada. Zniechęcają mnie wszelkiego rodzaju “kłody rzucane pod nogi”, ludzkie podejście, a także proza dnia codziennego, choć w tej codzienności, regularności działań tkwi siła, która uczy nas dyscypliny.MP: W jaki sposób godzi Pan życie prywatne z pracą zawodową? Czy da się wyznaczyć jednoznaczną granicę między tymi dwoma światami?
CC: Prawda jest taka, że nie mam czasu wolnego. Każdą chwilę poświęcam jakiemuś zajęciu czy to związanemu z firmą, czy życiem rodzinnym. Nie da się pogodzić ze sobą tych dwóch sfer, tak, żeby żadna ze stron nie ucierpiała na tym, nie ma tutaj kompromisu, jest konsensus, zawsze coś robię kosztem czegoś innego, ale trzeba przyznać, że na obu polach mam wymierne korzyści. Weekendy staram się spędzać zawsze z rodziną i wieczorami w ciągu tygodnia nie spotykać z klientami. Kolega podsunął mi kiedyś bardzo mądrą radę, że żona zawsze denerwuje się, jeśli późno wraca się do domu, ale nigdy nie jest zła, gdy wychodzi się wczesnym rankiem, więc idąc tym tropem, wstaję o godzinie 5:20, o 6:00 rozpoczynam trening, a o 8:15 jestem w pracy. W weekendy poświęcam czas dzieciom i żonie, wychodzimy wówczas razem na spacer czy plac zabaw, rysujemy; bardzo ważne są dla mnie wspólne posiłki, myślę, że zbliżają i jednoczą ludzi.MP: Uchodzi Pan za osobę, która nie jeździ na wakacje. Dlaczego?
CC: Rzeczywiście przez ostatnie 7 lat nie byłem na typowych wakacjach. Przez ten czas byliśmy z rodziną wyłącznie dwa razy na weekendowym wypoczynku – raz w Białce Tatrzańskiej i raz we Włoszech, więc ogólnie na wakacje nie jeździmy. Nie chodzi o to, że nie lubię podróżować, bo kiedyś zwiedzałem wiele pięknych miejsc i bardzo sobie to cenię, nie mówię też, że nie mam obecnie takiej potrzeby, ale byłbym egoistą, gdybym pojechał dzisiaj na wakacje i zostawił na dwa tygodnie firmę, wiedząc, że kiedy jestem w niej, mogę sprawić, że osiągnie ona lepsze wyniki.MP: Gdyby miał Pan przekazać jedną zasadę, złotą myśl, którą kieruje się w życiu, co by to było?
CC: Myślę, że najważniejsza w życiu jest systematyczność i pokora, ponieważ, jeśli coś osiągniemy w życiu, a zaczniemy być aroganccy i spoczniemy na laurach, to szybko to stracimy. Doskonale obrazuje to przykład osób, którym udało się osiągnąć wymarzoną sylwetkę, niestety odpuścili dietę, regularne ćwiczenia i ponownie zaczęli przybierać na wadze. Trzeba zawsze pamiętać o tym, że nic nie jest nam dane na zawsze, dlatego ta pokora i systematyczność działań jest tak ważna w życiu, czy to prywatnym, czy zawodowym.MP: Optymista, czy pesymista?
CC: Jestem realistą, bardzo mocno stąpam po ziemi, zawsze zakładam, że coś może pójść nie tak i staram się być skoncentrowany na każdym aspekcie sprawy. Na pewno bliżej mi do pesymisty niż optymisty. Uważam, że w przypadku mojej branży to zaleta, ponieważ pracując w finansach, nie można być optymistą, należy z góry przyjmować, że mogą pojawić się nieoczekiwane uwarunkowania i coś pójdzie nie po naszej myśli.